Welcome to Hel(l) – relacja z protestu w Juracie
8. czerwca 2007 reprezentacja Socjaldemokracji Polskiej oraz Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja z województw pomorskiego i zachodniopomorskiego wzięły udział w proteście przeciwko polityce zagranicznej Lecha Kaczyńskiego i George'a Busha oraz planom zainstalowania w Polsce tarczy antyrakietowej.
W upalny poranek na dworcu w Juracie zjawiło się ok. 100-150 osób z całej Polski, w tym m.in. przedstawiciele Inicjatywy Stop Wojnie, Zielonych 2004, Nowej Lewicy, Młodych Socjalistów, Pracowniczej Demokracji, Anarchistów i niezrzeszonych. Przybyło także kilkunastu gości z zagranicy. Demonstracja miała charakter pokojowy; manifestanci, uzbrojeni jedynie w swe przekonania i poglądy, bawili się i śpiewali przy dźwiękach muzyki i bębnów. Mimo że uzyskano zgodę na protest, przed dworzec w Juracie zajechało nagle kilkuset policjantów, wyposażonych, oprócz pałek i tarcz, także w broń gładkolufową i gaz łzawiący. Mimo pokojowych gestów ze strony manifestantów (np. obrzucania policji płatkami kwiatów przez dziewczęta z Zielonych 2004) zepchnięto nas z pasa jezdni na trawnik przed dworcem.
Na szczęście nikomu nie stało się nic poważnego. Policja zniszczyła jednak wózek z nagłośnieniem, a także kilka flag i transparentów. Pomimo ciągle ponawianych prób mediacji, przez dwie godziny trwało oblężenie demonstrantów. Skandowanie lewicowych haseł jak np. „no pasaran” czy odśpiewanie międzynarodowego hymnu włoskiego ruchu robotniczego „Bandiera Rossa”, umilało utarczki z policją, która wg demonstrantów niczym nie różniła się od dawnej milicji. Nie wystąpiły żadne powody do użycia przez policję tak poważnych środków, manifestanci w geście przyjaźni, częstowali nawet wodą, prażących się niemiłosiernie w ponad trzydziestostopniowym upale policjantów.
Jednocześnie okazało się, że z niezrozumiałych przyczyn przerwano komunikację kolejową między Redą a Juratą oraz zatrzymano kilkudziesięciu manifestantów zmierzających do Juraty autokarem, koleją, bądź własnymi samochodami. Dopiero mediacja burmistrza Jastarni Tyberiusza Narkowicza, który podkreślał, że demonstracja jest legalna i nie ma najmniejszej potrzeby wprowadzania stanu wyjątkowego, sprawiła, że policja pozwoliła przemaszerować pod rezydencję prezydencką na Helu. Mimo ponawianych kilkakrotnie w trakcie marszu prób zepchnięcia manifestantów z drogi, marsz odbył bez większych incydentów, poprzedzany wielkim transparentem: „Welcome to Hel(l)&rbdquo;. Mieszkańcy Juraty i turyści, w odróżnieniu od ludzi wydających policji rozkazy, nie obawiali się manifestantów. Wspierali nas przyjaznymi okrzykami i robili sobie z nami zdjęcia.
Kordony policji powoli zaczynały rozumieć, iż demonstracja nie jest do nikogo antagonistycznie nastawiona. W czasie przemarszu panowała fiesta, w rytmie latynoskich rytmów pochód przemierzał w kierunku Helu. Wykrzykiwano hasła m.in. „Bez Busha i bez wojen, jesteśmy za pokojem”, „Precz z amerykańskim imperializmem”, wielu uczestników trzymało tabliczki z inskrypcjami „Georg Bush terrorystą nr 1&rdwuo;. Bezładne wrzaski i zabawa uliczna zamieniły się w karnawałowy korowód, który zaczął maszerować ku coraz bardziej strzeżonej części Półwyspu.
Dwa kilometry przed rezydencją prezydencką manifestację zatrzymał kolejny kilkusetosobowy kordon policji, tym razem wyposażony również w armatki wodne. Tam przez cztery godziny na łonie natury, pośród lasu sosnowego, oddychając powietrzem bogatym w jod, protest tętnił życiem. By powitać przelatującego helikopterem nad naszymi głowami George'a Busha ułożono z leżących na asfalcie manifestantów napis „GET OUT”. Między drzewami na wysokości kilkunastu metrów dwaj zwinni manifestanci zawiesili transparent „BUSH OUT”. Niektórzy odważyli się wejść na szczyt budynku policyjnego, ażeby zawiesić flagi, co oczywiście nie spotkało się z aprobatą strażników mienia prezydenta Busha. Nieznany sponsor rozdawał wodę mineralną i chleb, co przy głodzie i pragnieniu miało kolosalne znaczenie. Miał też, niestety, miejsce incydent nieprzyjemny; anarchiści spalili amerykańską flagę; nie spotkało się to oczywiście z aplauzem pozostałych demonstrantów.
Po minach policjantów widać było, że oni również nie rozumieją skali zastosowanych przeciwko garstce wesołych i pokojowo nastawionych manifestantów, środków bezpieczeństwa. Protest zakończył się ok. g. 19, po czym manifestanci spokojnie rozjechali się do domów podstawionymi autokarami.
Po raz kolejny okazało się, że władza boi się głosu ludzi, boi się demokracji i swobody wypowiedzi. W jakim celu postawiono w stan gotowości 3 000 policjantów? Czemu całkowicie niepotrzebnie prażyli się oni w słońcu w pełnym rynsztunku zamiast dbać o bezpieczeństwo obywateli gdzie indziej? Po co zablokowano obwodnicę Trójmiasta oraz kilka innych, kluczowych ulic w Gdańsku i Gdyni, utrudniając życie tysiącom ludzi? Po co na kilka godzin wstrzymano pracę gdańskiego lotniska? Po co wstrzymano komunikację między Redą a Helem? Po co wywołano absurdalną histerię w mediach, które chciały przedstawić manifestantów jako chuliganów i zadymiarzy – ulubiona nomenklatura prawicy? Czemu nie chciano pozwolić kilkuset osobom wykrzyczeć głośno co myślą o polityce prezydentów Busha i Kaczyńskiego? Czemu po tej demonstracji, po raz kolejny ma się wrażenie, że wolność wypowiedzi jest w Polsce zagrożona?
Przemysław Kmieciak
Jacek Kowalczyk








