- Koordynator Regionalny – Jacek Kowalczyk
- e-mail: haker16@interia.pl
- tel.: 605-036-077
W obronie Parku Oliwskiego
Pomorskie Zarządy Wojewódzkie Socjaldemokracji Polskiej i Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja przyjęły z oburzeniem wiadomość o zamiarze egzekwowania przez gdańską kurię prawa własności 1 hektara nieruchomości w obrębie Parku Oliwskiego. Park Oliwski to modelowy przykład przestrzeni publicznej przyjaznej obywatelowi. Sporna część parku od strony ulicy Opata Rybińskiego, jest immanentną częścią tej przestrzeni.
Skrawek ziemi przekazany kurii w roku 1990, po 18 latach gospodarowania przez miasto i kompletnego braku zainteresowania kurii, stał się przedmiotem uwagi nowego metropolity – arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia. Oburza nas fakt, że reprezentant Kościoła, który ma służyć dobru wszystkich ludzi, wykazuje cechy bliskie raczej feudalnemu władcy. Niepokoimy się, iż potwierdzą się pogłoski, że ów hektar Parku Oliwskiego zostanie odgrodzony od pozostałej części i zamknięty dla zwykłych mieszkańców Gdańska. Park Oliwski to jedno z niewielu spokojnych i zielonych miejsc w coraz bardziej zurbanizowanym Gdańsku. Martwi nas proces ograniczania przestrzeni publicznej w którym okazuje się, uczestniczy także Kościół katolicki.
Chcielibyśmy zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce roku 2008, praktyki rodem z średniowiecza, nie będą mile widziane przez demokratycznie myślące społeczeństwo. Dziwi nas że arcybiskup nie czuje znaczenia zasad współżycia społecznego, nie czuje związku ze swymi bliźnimi, ceni swój interes bardziej od spokoju mieszkańców odwiedzających park. Ta decyzja dziwi, tym bardziej że w ostatnich latach kuria, nie przejawiała zainteresowania rozbiorem Parku Oliwskiego. Zaskakuje tym bardziej, że hektar ziemi w tym miejscu, nie może mieć dla arcybiskupa żadnej wartości. To teren zabytkowy, zagospodarowanie nieruchomości jest tu znacznie utrudnione.
Zastanawia nas drugie dno tej sprawy. Być może wniosek o podział parku to przewrotny szantaż wobec władz miasta. Być może arcybiskup Głodź, pragnie otrzymać od miasta nieruchomość zastępczą, co w zaistniałej sytuacji pozwala mu podbijać stawkę aż do uzyskania zadowalającej go nieruchomości. Również w tym wypadku arcybiskup zachowałby się jak średniowieczny posiadacz ziemski, którego głównym celem jest poszerzanie swoich włości. Pojawiły się już plotki o powiększeniu kurii. Tylko gdzie w tym wszystkim dobro wspólne, i jak do takiego patrymonialnego w swej istocie postępowania, mają się nauki jezusowe? Nasuwa się obawa, że arcybiskup Głódź niczym feudalny władca nie zakończy swojej ekspansji na marnym hektarze. Wszak w czasach do których arcybiskup czuje najwyraźniej sentyment dużo więcej ziem stanowiło dominium Kościoła. Po jaki kolejny skrawek miasta sięgnie arcybiskup, jeżeli mieszkańcy nie wyrażą teraz sprzeciwu?
Apelujemy do gdańskiej kurii o zachowanie się w sposób zgodny z zasadami współżycia społecznego, w sposób zgodny z zasadami które głosi na co dzień. Apelujemy do arcybiskupa Głodzia o rezygnację z praktyk, które mogą godzić w interes mieszkańców Gdańska.
Jolanta Kalinowska, wiceprzewodnicząca Pomorskiego Zarządu Wojewódzkiego SDPL
Sławomir Miluski, wiceprzewodniczący Pomorskiego Zarządu Wojewódzkiego SDPL
Przemysław Kmieciak, sekretarz Pomorskiego Zarządu Wojewódzkiego SDPL
Paweł Kasprzyk, kwestor Pomorskiego Zarządu Wojewódzkiego SDPL
Jacek Kowalczyk, wojewódzki koordynator SMS
Jędrzej Włodarczyk, sekretarz wojewódzki SMS
Protest przeciwko polityce Chin
28 marca Stowarzyszenie Młoda Socjaldemokracja i Socjaldemokracja Polska protestowały w Gdańsku przeciwko polityce Chin. Pod konsulatem ChRL zebrało się kilkunastu członków i sympatyków SdPl i SMS.
Protestowano nie tylko przeciwko przemocy w Tybecie, ale przeciwko całości zbrodni chińskiego reżimu, m.in. istnieniu obozów Laogai - chińskich odpowiedników sowieckich Gułagów, torturowaniu więźniów, bezprawnym wyrokom śmierci i egzekucjom. Wyrażono także swój sprzeciw wobec pobieraniu organów do przeszczepu od skazanych na śmierć więźniów, cenzurze Internetu, prześladowaniu i wynaradawianiu Ujgurów, przymusowym aborcjom, sterylizacjom kobiet oraz przeciwko finansowaniu przez Chiny ludobójstwa w Darfurze.
Przechodniom rozdano kilkaset ulotek przestrzegających przed milczeniem w obliczu tych bestialskich zbrodni. Pracownicy konsulatu bezskutecznie próbowali skłonić policję do usunięcia demonstrantów spod budynku. Demonstrację zakończyło zawieszenie symbolu Igrzysk - pięciu kół olimpijskich, zrobionych z drutu kolczastego, na bramie konsulatu.
Oprac. Jędrzej Włodarczyk
List Otwarty w sprawie projektu ustawy o Korpusie Weteranów RP
Działacze Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja i Socjaldemokracji Polskiej, Przemysław Kmieciak i Jędrzej Włodarczyk wystosowali list otwarty do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w sprawie prezydenckiego projektu ustawy o Korpusie Weteranów Rzeczypospolitej. Według niej status weterana nie będzie przysługiwał żołnierzom walczącym w Armii Ludowej i armii Berlinga.
Wspaniałą ideę, nawiązującą do pięknych zwyczajów z okresu II Rzeczypospolitej, gdy nadzwyczajne honory oddawano weteranom powstania styczniowego, zamieniono w, nie wahamy się użyć tego słowa, obrzydliwą manifestację polityczną - czytamy w liście.
Działacze zarzucają Lechowi Kaczyńskiemu podejmowania próby dzielenia Polaków na lepszych i gorszych oraz próby tworzenia czarno-białej wizji historii.
Dla Pana Prezydenta wszyscy żołnierze Armii Polskiej w ZSRR i Armii Ludowej a także Dąbrowszczacy to wciąż zdrajcy i kolaboranci, kilkaset tysięcy zdeklarowanych komunistów, marzących podczas wojny tylko o tym, aby jak najszybciej zaprowadzić w Polsce stalinowską dyktaturę. - dodają.
W dalszej części listu przedstawione zostały historie przodków autorów listu, walczących m.in. w hiszpańskiej wojnie domowej w batalionie im. Dąbrowskiego.
Spędził 3 lata w faszystowskich obozach, gdzie był represjonowany w równym, albo i większym stopniu niż jeńcy na frontach II wojny światowej. Za swe zasługi w walce z faszyzmem otrzymał order Virtuti Militari. Spoczywa w kwaterze zasłużonych weteranów. Czy teraz te najwyższe odznaczenie zostanie mu odebrane? Czy jego szczątki będą musiały opuścić kwaterę dla zasłużonych? Wg Pańskiej ustawy, nie tylko nie byłby weteranem, ale chyba również zdrajcą - stwierdzają autorzy listu.
List ukazał się 18 marca 2008 roku na łamach dziennika "Trybuna". Przeczytać go można na stronach platformy bloggerskiej SdPl pod adresem http://wlodarczyk.socjaldemokracja.pl
Oprac. Przemysław Zieliński
Precz z obłudą
W artykule „Zbrodnicza Sawicka” po raz kolejny poruszacie Państwo istotny temat zmiany nazw ulic, które można uznać za gloryfikujące zbrodniarzy komunistycznych bądź ustrój totalitarny. Słusznie zwracacie Państwo uwagę na konieczność likwidacji ulic Karola Świerczewskiego, Pawła Findera i innych osób winnych wprowadzenia w Polsce ustroju stalinowskiego. Niestety ze smutkiem i oburzeniem widzimy że po raz kolejny do grona „komunistycznych” i godnych likwidacji patronów ulic zaliczacie Państwo niewłaściwe osoby. Istnieje ogromna przepaść między działaczami ruchu robotniczego, którzy w XIX wieku wsławili się walką o prawa robotników i polską wolność narodową, a ludźmi, którzy w latach 40. i 50. XX wieku przynieśli nam zbrodniczy reżim na lufach radzieckich czołgów. Niestety Państwo tej przepaści zdajecie się nie zauważać.
Jesteśmy więc zmuszeni zaprotestować przeciwko umieszczaniu w tym gronie następujących osób:
Ludwik Waryński
PRL zrobiła z niego swój symbol, lecz z tym ustrojem nie miał on nic wspólnego. Bohatersko walczył kilkadziesiąt lat wcześniej z reżimem austriackim i carskim o prawa robotnicze. Umarł w rosyjskim więzieniu w 1889, nim komukolwiek przyśnił się Związek Radziecki, a tym bardziej PRL.
Marin Buczek
Był żołnierzem w Legionach Piłsudskiego. Jedyną jego winą było to że otwarcie głosił swoje idee komunistyczne, za co w czasach I wojny światowej trafił do więzienia. W 1935 odmówił jednak zrzeczenia się obywatelstwa polskiego w zamian za zwolnienie z więzienia i możliwość wyjazdu do ZSRR. We wrześniu 1939, natychmiast po wyjściu z więzienia, walczył jako ochotnik w polskiej armii. Zginął prowadząc polskich żołnierzy do ataku na niemiecki ckm ostrzeliwujący kolumnę uchodźców.
Bolesław Limanowski
Był pierwszym polskim socjalistą, który połączył postulat niepodległości Polski z ideami socjalistycznymi. Był największym wrogiem tych polskich działaczy robotniczych, którzy uważali, że od walki od niepodległość Polski ważniejsza jest walka o wyzwolenie robotników. Był patronem duchowym Polskiej Partii Socjalistycznej, partii, której przywódcą był wtedy sam Józef Piłsudski.
Rozumiemy, że historia to trudna nauka i nie sposób znać wszystkich ludzi, którzy się w niej zapisali, ale to nie tłumaczy szkalowania zasłużonych dla polskiej historii osób. Bo szkalujecie Państwo Bolesława Limanowskiego wymieniając go jednym tchem z Karolem Świerczewskim. Podawanie takiej listy bez żadnego komentarza sprawia, że czytelnik mający zaufanie do Państwa, a nie znający wystarczająco dobrze tematu, idąc za waszą opinią, uzna bohaterów naszej historii za zbrodniarzy komunistycznych.
Podawanie takiej źle przygotowanej listy może skompromitować słuszną skądinąd ideę. Wyrażamy nadzieję, że gdy następny raz poruszycie Państwo ten temat dokładniej przygotujecie go merytorycznie.
w imieniu Zarządu Wojewódzkiego SDPL
Przemysław Kmieciak
sekretarz wojewódzki SDPL
w imieniu Zarządu Wojewódzkiego SMS
Jacek Kowalczyk
przewodniczący SMS w województwie pomorskim
Światowy Dzień Walki z AIDS
1 grudnia w Światowy Dzień Walki z AIDS członkowie SMS Pomorskie rozdali w Gdańsku 300 prezerwatyw oraz ulotki edukacyjne wraz z czerwonymi wstążeczkami – symbolem jedności z chorymi na AIDS. Akcja inicjowana przez Partię Europejskich Socjalistów (PES) miała na celu obniżenie podatku VAT na prezerwatywy do 5% i zwrócenie uwagi na kwestie antykoncepcji i ochrony przed AIDS. Upominek składał się z ulotki informacyjnej, długopisu i prezerwatywy. Przedstawiciele pomorskich struktur Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja spotkali się z życzliwym przyjęciem przechodniów, nie tylko młodzieży, ale osób w każdym wieku.
Precz z obłudą
Prawo i Sprawiedliwość planuje wprowadzenie w życie tzw. ustawy dekomunizacyjnej, której elementem jest zmiana nazw ulic, które nie podobają się p. Kaczyńskiemu. Do planów PiS z sympatią odnosi się PO. „Nie wiedziałem, że takie ulice jeszcze istnieją” – odpowiada gdański radny PO pytany o ulicę Waryńskiego. A senator PO twierdzi, że zmiana nazwy ulicy nie niesie ze sobą żadnych kosztów, ewentualnie tylko koszt wymiany zardzewiałych tabliczek na nowe. Ulice pod ostrzałem – Dąbrowszczaków, Waryńskiego, Bitwy pod Lenino, Buczka, Okrzei. Zresztą nie tylko w województwie pomorskim mamy do czynienia z takim faryzeuszostwem.
W zeszły weekend wraz z Przemkiem Kmieciakiem informowaliśmy mieszkańców „komunistycznych” ulic, że lada chwila ich nazwy mogą zostać zmienione, ba, niektóre ku naszemu zdziwieniu już rok temu ukradkiem zmieniły swoje oblicze. Ul. Mireckiego została przemianowana na ul. Księdza Przytockiego, wszak był to więzień PRLu. Także mieliśmy o jedną ulice mniej. A Mireckiego dossier – ideowy socjalista, jeden z przywódców Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej, jeden z symboli rewolucji lat 1905-1907, towarzysz Józefa Piłsudskiego. Kuriozalne, ale dla polskiej prawicy mężem opatrznościowym jest zawsze w trudnych sytuacjach Piłsudski. Czyżby po roku zmieniły się prawicy historyczne preferencje?
A z jakimi konsekwencjami musieliby się zmierzyć mieszkańcy, gdy rządzący zechcą swoje idee fix urzeczywistnić? Jeżeli zapadnie decyzja o zmianie patrona ulicy lub placu, osoby tam mieszkające będą musiały wymienić dokumenty, bo zmieni się ich adres. W takich przypadkach wymiana dowodów osobistych dla mieszkańców jest darmowa. Koszty pokrywa miasto. Niestety TYLKO wymianę dowodu możemy załatwić za darmo. Inne dokumenty, takie jak prawo jazdy czy dowód rejestracyjny trzeba wymienić na własny koszt. Za nowe prawo jazdy zapłacimy 70 zł, a za dowód rejestracyjny 48 zł. Jednak zmianę nazwy ulicy odczują nie tylko mieszkańcy. Przedsiębiorcy, sklepy, urzędy będą także zmuszone wymienić dokumenty za co zapłacą o wiele więcej – np. zmiana we wpisie do Krajowego Rejestru Sądowego kosztuje od 150 do 400 złotych. Nie należy zapominać też o wymianie pieczątek, wizytówek czy papieru firmowego. Zmiana nazwy ulicy wiąże się także z nowymi tabliczkami z numerami na budynkach, za co zapłacą spółdzielnie (spółdzielnia musiałaby zatrudnić przynajmniej trzy osoby, żeby dokonały zmian w dokumentach mieszkańców), wspólnoty mieszkaniowe, czyli tak naprawdę mieszkańcy.
Większość mieszkańców nie zdawała sobie wcześniej sprawy z powagi naszej akcji protestacyjnej – większość chętnie nas wysłuchała, chętnie z nami porozmawiała, zdecydowana większość pomimo różnych poglądów politycznych była zażenowana fanaberiami polskiej prawicy. Oczywiście pojawiły się też głosy, że Waryński jest „podejrzanym” patronem i nazwę trzeba zmienić i basta, a koszta z tym związane nie grają roli. Co tam ekonomiczne reperkusje. Panem et circenem – wciąż tak aktualna dewiza będąca źródłem sukcesów wyborczych prawicy w ostatnich dwóch latach. Okazuje się, że panem jest niekiedy przyćmiewany przez circenem.
Dziś w „Trybynie” wyczytałem, że w Piotrkowie Trybunalskim nadano jednemu z rond nazwy – Narodowych Sił Zbrojnych. Wg Stowarzyszenia Weteranów Lewicy stała się rzecz straszna. Bandyci i zbrodniarze mają rondo. Na zmianie nazwy ronda raczej portfele mieszkańców nie ucierpią, więc radni z PiSu wychodzą z założenia, że póki mamy władzę, to trzeba uhonorować oponentów partyzantów lewicy, a dokładniej ich morderców. Moim zdaniem – niech sobie nawet honorują żołnierzy Gestapo czy Wehrmachtu. Wiadomo, i pluralizm ma swoje granice, ale musimy sobie zdawać z tego sprawę w jakim kraju żyjemy. Żeby tylko prawicowcy podchodzili do ich zdaniem „komunistycznych reliktów” (ach ta nowoczesna semantyka) z przymrużeniem oka i w związku z tym nie okradali Bogu winnych mieszkańców. Toż Buczek nie zmartwychwstanie i nie wznowi swojej działalności w KPP, Mirecki nie zasili już bojowego skrzydło PPSu, Okrzeja nie weźmie udziału w zamachu bojowym na komisariat policji, a Waryński nie będzie już widniał na banknotach stuzłotówkowych. (sic!)
Jacek Kowalczyk
Słów kilka o corocznej tygodniowej sympatii prezydenta Jacka Karnowskiego do sopockiego tenisa
Niedawno zakończyła się kolejna edycja tenisowego turnieju Orange Prokom Open w Sopocie. Popisy zagranicznych gwiazd, występy polskich zawodników, obecność VIPów jak zwykle były tematem przewodnim imprezy.
Przywilej koronacji zwycięzców przypada zawsze dawnym tuzom tenisa, osobom odpowiedzialnym za organizację turnieju, a także ikonom miasta, bez udziału których turniej straciłby swoją renomę. Zeszłoroczna edycja Orange Prokom Open uznana została za najlepiej zorganizowany turniej w ramach cyklu ATP Tour w Europie. Wyróżnienie na pewno cieszy wszystkich zorientowanych w arkanach tej dyscypliny sportu. Niemały to musiał być zaszczyt dla Prezydenta Miasta Sopot, gdy jego nazwisko było wyczytywane po raz kolejny przez konferansjera, a publiczność ripostowała salwą braw. Pan prezydent dumnie kroczył po kortach SKT i gratulował graczom uczestniczącym w finałowej fazie turnieju. Światła jupiterów najczęściej były skierowane właśnie na pana prezydenta, największego „uzdrowiciela” pomorskiego tenisa. W czasie trwania rozgrywek ATP Panu Prezydentowi nie można odmówić dyplomacji, ani też corocznej tygodniowej sympatii do Kortu Centralnego. Stwierdzenie, że pan prezydent przyćmił prezesa Firmy Prokom Software S.A. pana Ryszarda Krauze czy Dyrektora Turnieju pana Ryszarda Fijałkowskiego na pewno nie jest semantycznym nadużyciem. W krótkim przemówieniu Mariusz Fyrstenberg po wygranym turnieju deblowym początkowo podziękował Prezydentowi Miasta Szczecina. Po chwili się poprawił i oznajmił, iż miał na myśli Prezydenta Miasta Sopot. Jakże znamienne przejęzyczenie, oficjalnie nieświadome i chcąc być poprawnymi politycznie tej wersji powinniśmy się trzymać.
Sympatycy tenisa w Sopocie wiedzą, że pan prezydent Jacek Karnowski od lat toczy batalię z kortami SKT. Kwestie „próby przejęcia całego majątku SKT”, „toczący się proces o prawo do wieczystego użytkowania gruntów” pominiemy. W liście wystosowanym przez Pismo SKT do Rzecznika Praw Obywatelskich zatytułowanym „Sympatie i antypatie prezydenta a budżet miasta” w drugim paragrafie czytamy – „Sopocki Klub Tenisowy złożył w Urzędzie Miasta wniosek o dofinansowanie klubu na programową działalność szkolenia dzieci i młodzieży i organizowane imprezy sportowe z ich udziałem.” Naczelnik Wydziału uprzejmie poinformowała, że „dotacje z magistratu otrzymują jedynie te stowarzyszenia, które mają uregulowane stosunki formalno-prawne i nie są w sporze prawnym z Gminą Miasta Sopotu. Pieniądze otrzymują jedynie posłuszni”. Wart odnotowania jest fakt, iż w Regulaminie Współzawodnictwa Sportowego Dzieci i Młodzieży SKT zawsze uzyskuje sumę punktów zapewniającą wysokie miejsca wśród klubów tenisowych w Polsce i jednocześnie forsuje pozycję sportu młodzieżowego w Województwie Pomorskim. Zdaniem urzędników ww. wyróżnienia nie są jednak wyznacznikiem tego, że klub na jakiekolwiek dotacje ze strony miasta zasługuje.
W obliczu wyników osiąganych przez wychowanków w kwalifikacjach do turnieju głównego Orange Prokom Open, konstatacja, iż SKT prędko nie doczeka się zawodników pokroju Wojciecha Fibaka bądź Jadwigi Jędrzejowskiej, niestety nie mija się z rzeczywistością. Zawodnicy polscy, którzy dzięki dzikiej karcie mogli dostąpić zaszczytu wystąpienia w turnieju głównym, z klubem SKT nie mają zbyt wiele wspólnego. Znawcy tenisa twierdzą, że warunki do uprawiania tenisa, szlifowania młodych, dobrze rokujących talentów w Sopocie są jedne z najlepszych w Polsce. Co roku po sopockim turnieju pozostaje pewne rozczarowanie występami zwłaszcza sopockich „diamentów”. Czy wszystko można tłumaczyć brakiem talentu? A może jednak przyczyna tkwi gdzie indziej. Życzliwe spojrzenie pana prezydenta przynajmniej na postępy wychowanków SKT na pewno nie wpłynęłoby pejoratywnie na ich zapał do rozwijania sportowych pasji. Czy pan prezydent nadal nie dofinansowuje szkolenia młodzieży?
Nie jest do końca prawdą, że Prezydentowi Karnowskiemu nie zależy na sopockim tenisie. Otóż, całkiem niedawno przyklasnął pomysłowi zbudowania nowoczesnego kortu ze składanymi trybunami na 5-6 tysięcy miejsc na plantach w Parku Północnym, tam gdzie 110 lat temu powstał pierwszy kort nad Zatoką Gdańską. Sam Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego pan Ryszard Krauze do grona orędowników przedsięwzięcia zaliczył pana prezydenta, wypróbowanego przyjaciela i partnera firmy Prokom Software S.A. Nadto szlachetna decyzja pana prezydenta i zarazem kolejny dowód na jego „coroczną tygodniową sympatię do tenisa”, wszak nowy kort ma jedynie służyć rozgrywkom ATP. I jak w takim razie można zarzucić panu prezydentowi niechęć do sopockiego tenisa? (sic!) Uniezależnienie się od SKT było imperatywem, który ułatwił Prezydentowi poparcie nie tak wcale dalekosiężnych planów głównych organizatorów największego męskiego turnieju tenisowego w Polsce. Tymczasem jednak pan prezydent sprawia dobre wrażenie, gdyż w tej roli czuje się najpewniej.
Stawiamy więc jako Stowarzyszenie Młoda Socjaldemokracja tezę, która na pewno nie wywoła uśmiechu na twarzy pana prezydenta, a mianowicie zarzut pozoranctwa w kwestii promowania tenisa w Sopocie.
Jako młodzieżówka uważamy, że przyczyną złego stanu polskiego sportu jest jego niska ranga w strukturze administracji państwa i niewłaściwe umiejscowienie. Naszym zdaniem samorządy gminne i powiatowe powinny realizować programy wspólne dla województwa, a koszty finansowania programów ponosić wspólnie. Ponadto projekty realizowane przez centralny urząd wspólnie z samorządem wojewódzkim powinny być finansowane solidarnie. Takie zasady wymuszają większe zaangażowanie, a tym samym aktywność w finansowaniu sportu.
Być może w perspektywie najbliższych miesięcy nasz list się zdezaktualizuje, gdyż biorąc pod uwagę sytuację na scenie politycznej i przyspieszone wybory parlamentarne, może się okazać, że Prezydent Karnowski będzie miał wpływ nie tylko na sprawy regionalne, ale również krajowe, o czym niedawno wspominał. Bez pana prezydenta Karnowskiego to już na pewno nie byłby ten sam Sopot. Liczymy na ustosunkowanie się pana prezydenta Jacka Karnowskiego do naszych refleksji.
W obronie pluralizmu
Droga Redakcjo!
W miarę regularnie odwiedzam portal lewica.pl. Uważam, że serwis prowadzony jest profesjonalnie. Artykuły na lewica.pl poświęcone zagranicznym inicjatywom lewicowym są konstruktywne, recenzje książek, filmów, wydarzeń kulturalnych również czyta się z przyjemnością. Jednakże, kiedy piewcy „jedynych prawdziwych” lewicowych poglądów biorą się za analizę rodzimego poletka, to mam wrażenie, że bardziej im zależy na tym, żeby dopiec SLD, „ewentualnym niszom” (SDPL) niż rozczulać się nad skrajnie odmiennymi biegunami politycznymi. Nawet radykalne prawicowe partie są bardziej stonowane w swym zacietrzewieniu wobec „lewicowego monstrum”, którego uosobieniem w oczach prawicy są SLD i SDPL. Portal lewica.pl jest zdecydowanie na lewo od „Krytyki Politycznej”, która próbuje prowadzić dyskusję z różnymi nurtami. O ile niechęć „Krytyki Politycznej” do SLD jest również widoczna, o tyle środowisko z pewną sympatią odnosi się do młodych działaczy SLD i SDPL. Przywołam model włoski. Szeroko zakrojona koalicja lewicy jest sabotowana od wewnątrz przez radykalnych komunistów, którzy gotowi są pozwolić Berlusconiemu na powrót do władzy, byle tylko okazać swój sprzeciw wobec sojuszu z USA (i misji w Afganistanie). Sytuacja analogiczna do tej, którą kreuje niekiedy portal lewica.pl, z tym, że rodzimym Berlusconim nie jest jeden człowiek, ale rządząca koalicja, z którą SDPL wg jednego z redaktorów dyżurnych portalu lewica.pl się podobno fraternizuje.
Pointa komentarza pana Ciszewskiego do artykułu „Hel: Alterglobaliści protestowali przeciwko wizycie Busha (akt.)” jest cyniczna do tego stopnia, że całkowicie mija się z prawdą. Powołam się na oficjalne stanowisko SDPL w kwestii Iraku i Afganistanu. „Dziś mamy lepszą wiedzę o sytuacji w Iraku. Fakty są nieubłagane – argumenty, którymi przemawia George Bush i jego współpracownicy okazały się fałszywe. W Stanach Zjednoczonych nie milkną przy tym głosy, że było to działanie celowe. Polska dyplomacja uznała te argumenty za słuszne i przedstawiła je polskiemu społeczeństwu. Socjaldemokracja Polska po raz kolejny domaga się wycofania wojsk polskich z Iraku! Obecny kontyngent powinien bezzwłocznie powrócić do kraju!”. To skandal, że pan Ciszewski, redaktor dyżurny portalu lewica.pl odnosząc się do zapatrywań SDPL-u na interwencję zbrojną USA w Iraku i Afganistanie, nie zapoznał się z deklaracją programową partii. Jest to wysoce nietaktowne nie tylko wobec wszystkich zwolenników SDPL, ale również współredaktorów portalu lewica.pl – Michała Syski (wiceprzewodniczącego SDPL) i Marcina Rzepeckiego (przewodniczący SDPL w Bełchatowie). Taki dyskurs sprzyja tylko i wyłącznie antagonizowaniu środowisk lewicowych. Jak zwykł powtarzać Kant (za Horacym): „Sapere aude!” (Ośmiel się być mądrym). Tylko zdzierając z Nich maski mędrców, można walczyć z Sedlakową zmową głupców.
SDPL asymilował się z manifestacją w takim samym stopniu jak inne, mniej „kryptoliberalne” organizacje. SDPL i SMS były jedynymi organizacjami wchodzącąmi w struktury LID-u, które postanowiły uczestniczyć w demonstracji, w związku z czym wszystkie szykany musiały zostać skierowane w jej stronę. Prawdą jest, że SDPL zrzesza w swoich środowiskach zarówno ludzi o bardziej liberalnych, jak i socjalistycznych poglądach, jedni wykazują większą, inni mniejszą aprobatę dla brania aktywnego udziału w inicjatywach stricte lewicowych – w tym przypadku manifestacjach. Pomysł, ażeby SDPL był reprezentowany w Juracie był mojego autorstwa. Nieliczna delegacja SDPL i SMS promowała hasła – „George Bush terrorystą nr 1”, a także walczyła z agresywnymi kordonami policji.
Wraz z przyjaciółmi z SMS-u miałem okazję uczestniczyć w 1-majowym pochodzie w Białymstoku. Transparenty trzymane przeze mnie oraz moich przyjaciół wyraźnie podkreślały stosunek SDPL i SMS do imperialistycznych zapędów Georga Busha. „Stop wojnie! Wycofać polskie wojska z Iraku i Afganistanu”, „Żądamy referendum w sprawie tarczy antyrakietowej” są najlepszym tego przykładem. Okazuje się, że „kryptoliberałowie” potrafią czasami zadziwiać.
Szkoda, że portal który mógłby być miejscem dyskusji dla całej lewicy, prezentuje niekiedy poglądy w moim przekonaniu antydemokratyczne. Czemu portal lewica.pl tak rzadko optuje za pluralizmem wspomnianym przez panią Katarzynę Szumlewicz? Miejmy nadzieję, że suwerenne poglądy pana Ciszewskiego nie odbiją się szerszym echem w kręgach lewicowych i nie tylko przez panią Katarzynę Szumlewicz będą traktowane z przymrużeniem oka.
Jestem od dawna zwolennikiem zjednoczonej lewicy skupiającej w sobie środowiska od socjal-liberałów i centrystów po ideowych socjalistów. W 1995 r. Romano Prodi, (późniejszy przewodniczący Komisji Europejskiej), stanął na czele centrolewicowej koalicji „Ulivo”, czyli Drzewo Oliwne, którą doprowadził do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w 1996 r. Antyczne drzewo oliwne było opisywane przez Homera jako „kwitnące, promieniejące zdrowiem”. SDPL i SMS są zdania, iż polska lewica przynajmniej w wirtualnym wymiarze nie powinna być antonimem lewicowego Drzewa Oliwnego.
Notabene, cenimy czasem nieprzychylne, ale po części słuszne uwagi. Mikołaj Ostrowski twierdził – „Krytyka – to prawidłowy krwioobieg; bez niej nieuchronny zastój i objawy chorobowe”. Jednak zdaniem Mikołaja Kopernika „Krytyka jest mało użyteczna i nieowocna i zarozumialcem jest ten, kto woli odgrywać rolę raczej złośliwego krytyka niż twórcy”. Brzmi znajomo...
Z poważaniem,
Jacek Kowalczyk
Welcome to Hel(l) – relacja z protestu w Juracie
8. czerwca 2007 reprezentacja Socjaldemokracji Polskiej oraz Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja z województw pomorskiego i zachodniopomorskiego wzięły udział w proteście przeciwko polityce zagranicznej Lecha Kaczyńskiego i George'a Busha oraz planom zainstalowania w Polsce tarczy antyrakietowej.
W upalny poranek na dworcu w Juracie zjawiło się ok. 100-150 osób z całej Polski, w tym m.in. przedstawiciele Inicjatywy Stop Wojnie, Zielonych 2004, Nowej Lewicy, Młodych Socjalistów, Pracowniczej Demokracji, Anarchistów i niezrzeszonych. Przybyło także kilkunastu gości z zagranicy. Demonstracja miała charakter pokojowy; manifestanci, uzbrojeni jedynie w swe przekonania i poglądy, bawili się i śpiewali przy dźwiękach muzyki i bębnów. Mimo że uzyskano zgodę na protest, przed dworzec w Juracie zajechało nagle kilkuset policjantów, wyposażonych, oprócz pałek i tarcz, także w broń gładkolufową i gaz łzawiący. Mimo pokojowych gestów ze strony manifestantów (np. obrzucania policji płatkami kwiatów przez dziewczęta z Zielonych 2004) zepchnięto nas z pasa jezdni na trawnik przed dworcem.
Na szczęście nikomu nie stało się nic poważnego. Policja zniszczyła jednak wózek z nagłośnieniem, a także kilka flag i transparentów. Pomimo ciągle ponawianych prób mediacji, przez dwie godziny trwało oblężenie demonstrantów. Skandowanie lewicowych haseł jak np. „no pasaran” czy odśpiewanie międzynarodowego hymnu włoskiego ruchu robotniczego „Bandiera Rossa”, umilało utarczki z policją, która wg demonstrantów niczym nie różniła się od dawnej milicji. Nie wystąpiły żadne powody do użycia przez policję tak poważnych środków, manifestanci w geście przyjaźni, częstowali nawet wodą, prażących się niemiłosiernie w ponad trzydziestostopniowym upale policjantów.
Jednocześnie okazało się, że z niezrozumiałych przyczyn przerwano komunikację kolejową między Redą a Juratą oraz zatrzymano kilkudziesięciu manifestantów zmierzających do Juraty autokarem, koleją, bądź własnymi samochodami. Dopiero mediacja burmistrza Jastarni Tyberiusza Narkowicza, który podkreślał, że demonstracja jest legalna i nie ma najmniejszej potrzeby wprowadzania stanu wyjątkowego, sprawiła, że policja pozwoliła przemaszerować pod rezydencję prezydencką na Helu. Mimo ponawianych kilkakrotnie w trakcie marszu prób zepchnięcia manifestantów z drogi, marsz odbył bez większych incydentów, poprzedzany wielkim transparentem: „Welcome to Hel(l)”. Mieszkańcy Juraty i turyści, w odróżnieniu od ludzi wydających policji rozkazy, nie obawiali się manifestantów. Wspierali nas przyjaznymi okrzykami i robili sobie z nami zdjęcia.
Kordony policji powoli zaczynały rozumieć, iż demonstracja nie jest do nikogo antagonistycznie nastawiona. W czasie przemarszu panowała fiesta, w rytmie latynoskich rytmów pochód przemierzał w kierunku Helu. Wykrzykiwano hasła m.in. „Bez Busha i bez wojen, jesteśmy za pokojem”, „Precz z amerykańskim imperializmem”, wielu uczestników trzymało tabliczki z inskrypcjami „Georg Bush terrorystą nr 1”. Bezładne wrzaski i zabawa uliczna zamieniły się w karnawałowy korowód, który zaczął maszerować ku coraz bardziej strzeżonej części Półwyspu.
Dwa kilometry przed rezydencją prezydencką manifestację zatrzymał kolejny kilkusetosobowy kordon policji, tym razem wyposażony również w armatki wodne. Tam przez cztery godziny na łonie natury, pośród lasu sosnowego, oddychając powietrzem bogatym w jod, protest tętnił życiem. By powitać przelatującego helikopterem nad naszymi głowami George'a Busha ułożono z leżących na asfalcie manifestantów napis „GET OUT”. Między drzewami na wysokości kilkunastu metrów dwaj zwinni manifestanci zawiesili transparent „BUSH OUT”. Niektórzy odważyli się wejść na szczyt budynku policyjnego, ażeby zawiesić flagi, co oczywiście nie spotkało się z aprobatą strażników mienia prezydenta Busha. Nieznany sponsor rozdawał wodę mineralną i chleb, co przy głodzie i pragnieniu miało kolosalne znaczenie. Miał też, niestety, miejsce incydent nieprzyjemny; anarchiści spalili amerykańską flagę; nie spotkało się to oczywiście z aplauzem pozostałych demonstrantów.
Po minach policjantów widać było, że oni również nie rozumieją skali zastosowanych przeciwko garstce wesołych i pokojowo nastawionych manifestantów, środków bezpieczeństwa. Protest zakończył się ok. g. 19, po czym manifestanci spokojnie rozjechali się do domów podstawionymi autokarami.
Po raz kolejny okazało się, że władza boi się głosu ludzi, boi się demokracji i swobody wypowiedzi. W jakim celu postawiono w stan gotowości 3 000 policjantów? Czemu całkowicie niepotrzebnie prażyli się oni w słońcu w pełnym rynsztunku zamiast dbać o bezpieczeństwo obywateli gdzie indziej? Po co zablokowano obwodnicę Trójmiasta oraz kilka innych, kluczowych ulic w Gdańsku i Gdyni, utrudniając życie tysiącom ludzi? Po co na kilka godzin wstrzymano pracę gdańskiego lotniska? Po co wstrzymano komunikację między Redą a Helem? Po co wywołano absurdalną histerię w mediach, które chciały przedstawić manifestantów jako chuliganów i zadymiarzy – ulubiona nomenklatura prawicy? Czemu nie chciano pozwolić kilkuset osobom wykrzyczeć głośno co myślą o polityce prezydentów Busha i Kaczyńskiego? Czemu po tej demonstracji, po raz kolejny ma się wrażenie, że wolność wypowiedzi jest w Polsce zagrożona?
Przemysław Kmieciak
Jacek Kowalczyk








